
Święty patron złotników i jego niecodzienna historia
Biskup patronujący amuletom? Na pierwszy rzut oka brzmi to jak sprzeczność, a jednak historia świętego Eligiusza z Noyon pokazuje, że życie bywa bardziej zaskakujące niż jakakolwiek reguła. Eligiusz objął urząd biskupa w połowie VII wieku, ale zanim do tego doszło, przeszedł niezwykłą drogę — zaczynał jako mincerz, a dzięki talentowi i uczciwości piął się w górę kariery w sposób, który dziś wydawałby się niemal niemożliwy. Gdy powierzono mu wykonanie srebrnego tronu dla władcy Franków, a przekazanego materiału starczyło na więcej, niż potrzebował — zamiast zatrzymać nadwyżkę, wykonał z niej drugi tron. Ta uczciwość otworzyła mu drzwi do kariery: został kanclerzem, później zarządzał królewską mennicą, a w końcu objął biskupstwo, by ostatecznie porzucić wszystkie te godności i wyruszyć nawracać pogan. To właśnie ta misja najprawdopodobniej przesądziła o jego kanonizacji.
Nie do końca wiadomo, kto i kiedy uczynił świętego Eligiusza patronem złotników. Ciekawostką jest też to, że — za sprawą legendy o cudownym przyszyciu końskiej nogi z powrotem do konia, bez śladu i bólu — został również patronem weterynarzy oraz handlarzy końmi.
Co kryje się w tle wizerunków świętego
Prawdziwie intrygująca jest jednak nie sama biografia świętego, a to, co artyści umieszczali w tle jego portretów. Na obrazach przedstawiających Eligiusza w pracowni złotniczej można dostrzec kulki z kryształu górskiego i agatu, gałązkę koralowca, krwawnik, oprawione i nieoprawione belemnity, perły, kamienie szlachetne, kulki antymonu, fragmenty rogu czy skorupy kokosa — a obok nich gotowe wyroby jubilerskie: pudełko z pierścionkami czy relikwiarz z kryształu górskiego.
Szczególnie bogaty w takie detale jest obraz "A Goldsmith in His Shop". Po prawej stronie kompozycji artysta umieścił między innymi skamieniałe zęby rekina, określane niegdyś mianem "języków węży" — wierzono, że zmieniają barwę w kontakcie z zatrutym pokarmem lub napojem. Łączono je z koralem w ozdobne przedmioty, mające odpędzać zło, a jednocześnie pełniące funkcję swoistej reklamy usług złotnika. Obraz przedstawia też surowce obok gotowych dzieł: koral, kryształ, porfir, perły i koraliki z jednej strony, a broszki, pierścienie i klamry do pasa z drugiej. Na półce, tuż obok głowy złotnika, stoi kubek z kokosa oprawiony w srebro, a na leżącym na stole lustrze odbija się dwóch mężczyzn — jeden z sokołem, symbolem chciwości i dumy, nawiązującym do grzechu pychy (Superbia). Alternatywna interpretacja sugeruje, że przedstawiona para reprezentuje pobożność, a przechylona na ich stronę waga w rękach złotnika ma wskazywać, że to cnota, nie przywary mężczyzn z lustra, ostatecznie przeważa.
Kiedy amulet trafia w ręce świętych
Można by pomyśleć, że to wyłącznie surowce i narzędzia rzemiosła złotniczego. Tyle że część z tych przedmiotów to nie zwykła biżuteria, lecz amulety — ozdoby, którym przypisywano moc ochronną. Kościół katolicki oficjalnie potępia magię i astrologię, a amulet w swojej istocie jest formą magii. Można by to złożyć na karb epoki — obraz powstał w połowie XV wieku, w czasach renesansu, gdy nawet kanonik Kopernik układał horoskopy. Tyle że mowa tu o portrecie biskupa, i to w pełnej aureoli świętości.
Jeszcze ciekawszy jest inny obraz z tamtej epoki — tym razem to nie biskup, a sam Chrystus przedstawiony jest z koralowym amuletem na szyi (Piero della Francesca, "Madonna di Senigallia", 1475). Czy to herezja? Raczej nie — do narodzin Chrystusa upłynęło wtedy około 1500 lat, a to zbyt krótko, by fundamentalnie zmienić ludzką naturę kształtowaną przez tysiąclecia wcześniej. Amulet, jak widać, towarzyszył ludziom niezależnie od epoki i stanu świętości.