Imitacje kamieni szlachetnych — jakie występują na rynku
Kamienie szlachetne od wieków cieszą się uznaniem jako surowiec do biżuterii i przedmiotów o wartości zarówno ozdobnej, jak i kolekcjonerskiej. Nie każdego jednak stać na oryginał, a niektóre kamienie są na tyle rzadkie, że trudno znaleźć pasujący wyrób. Właśnie dlatego rynek oferuje mnóstwo imitacji — niektóre na tyle dobre, że niewprawne oko w ogóle nie odróżni ich od prawdziwych kamieni. Co warto wiedzieć o takich zamiennikach?
Imitacja to nie to samo co fałszerstwo
Imitacjami nazywamy wyroby naśladujące wygląd kamieni szlachetnych, ale pozbawione ich fizycznych i chemicznych właściwości. Samo naśladownictwo nie jest jeszcze fałszerstwem — wszystko zależy od tego, jak taki produkt zostaje przedstawiony klientowi. Technologicznie między imitacją a fałszywką nie ma żadnej różnicy — różni je wyłącznie sposób sprzedaży. Klient musi mieć jasność, co dokładnie kupuje, by móc świadomie zdecydować, czy woli imitację, czy szuka oryginału. Jeśli mamy wątpliwości, zawsze warto dopytać sprzedawcę o pochodzenie towaru i użyte kamienie. Ponieważ imitacje bywają dziś naprawdę trudne do rozpoznania, z pomocą przychodzą certyfikaty wydawane przez każdy poważny sklep jubilerski, potwierdzające autentyczność zakupionego kamienia.
Kamień syntetyczny to nie imitacja
Warto rozróżnić imitację od kamienia syntetycznego — to nie to samo. Imitację rubinu można wykonać z dowolnego materiału o zbliżonym kolorze i przejrzystości, natomiast kamień syntetyczny to, zgodnie z nazwą, produkt uzyskany w laboratorium — ma nie tylko wyglądać jak oryginał, ale też jak najwierniej odpowiadać mu pod względem chemicznym i fizycznym. Naturalne kamienie krystalizowały się w ziemi przez setki, a nawet tysiące lat, podczas gdy laboratoryjny odpowiednik powstaje znacznie szybciej — i bez szczegółowego badania bywa nieodróżnialny od naturalnego. Jeśli klient wie, że kupuje kamień syntetyczny, nie można mówić o żadnym oszustwie. Doskonałym przykładem takiej relacji jest diament i jego syntetyczny odpowiednik — cyrkonia.

Ciekawym przypadkiem są sztucznie wytworzone kamienie ozdobne, jak "piasek pustyni" czy "noc Kairu" — nie są to ani prawdziwe minerały, ani typowe imitacje, lecz produkty powstałe przypadkiem już w XVII wieku, przy okazji produkcji szkła. Podobnie opalit, często mylnie uważany za imitację opalu, jest w rzeczywistości sztucznym tworem szklanym, a nie kamieniem naturalnym. Do tej samej kategorii syntetycznych minerałów zalicza się też popularna cyrkonia.
Barwione szkło jako imitacja kamienia
Jednym z najpopularniejszych sposobów na imitację drogich kamieni szlachetnych jest wykorzystanie barwionego szkła lub barwionego minerału naśladującego oryginał. Ze szkła wykonywano biżuterię, jak paciorki czy amulety, już w starożytności. Dziś, dzięki rozwiniętej technologii produkcji szkła, można uzyskać przedmioty łudząco przypominające prawdziwe kamienie — w ten sposób powstają substytuty lapis lazuli, jaspisu, malachitu, opalu czy kwarcu.
Dublety i tryplety jako forma imitacji
Wśród sztucznie tworzonych imitacji warto wspomnieć też o dubletach i trypletach — kamieniach składanych z dwóch lub trzech części, łączących ze sobą naturalne minerały, szkło, lub oba te materiały jednocześnie. Zwykle widoczna, górna część takiego kamienia (np. w pierścionku) jest prawdziwym kamieniem szlachetnym, a niewidoczna dolna — zwykłym szkłem. Zdarzają się też dublety z kryształu górskiego, w którym wykonuje się zagłębienie wypełnione barwną cieczą, zaklejane następnie fragmentem tego samego kryształu.
Takie kamienie składają się z kilku warstw, a ślad łączenia elementów bywa czasem widoczny na styku — jednak w gotowej, oprawionej biżuterii często pozostaje niezauważalny. Dopiero patrząc pod światło, można dostrzec drobne pęcherzyki powietrza w miejscu klejenia, a z boku — same warstwy. Mimo to metoda ta pozostaje popularnym sposobem na uzyskanie tańszej wersji biżuterii, w której prawdziwy jest tylko widoczny czubek kamienia.
Pamiętaj: zawsze pytaj o certyfikat autentyczności w każdym sklepie jubilerskim, by Twój pierścionek zaręczynowy czy obrączki ślubne z diamentami kojarzyły się z radością, a nie z żalem, że nie sprawdziliśmy wszystkiego dwa razy.