Słynny niebieski diament Hope - ciekawostki

Ciekawostka: Wzmianka o tym diamencie pojawia się w filmie Titanic z 1997 r. kiedy to grupa poszukiwaczy pragnie odnaleźć „Serce Oceanu”.

Poznaj eksperckie wskazówki i inspiracje Lisiewski Fine Jewellery, które pomogą Ci wybrać idealną biżuterię.

Diament Hope zawdzięcza swoją nazwę Henry'emu Philipowi Hope'owi — mimo że wcale nie on go odkrył. Jakie ma wymiary, kto i kiedy go znalazł, ile jest wart? Na te i inne pytania odpowiadamy poniżej.

Niebieski diament Hope oprawiony w wisior

Zanim trafił do brata londyńskiego bankiera, Henry'ego Thomasa Hope'a, kamień przebył długą drogę, naznaczoną po drodze serią nieszczęśliwych zdarzeń. Ta niechlubna historia co roku przyciąga do Narodowego Muzeum Smithsonian tłumy turystów pragnących zobaczyć ten najpiękniejszy, najsłynniejszy i największy na świecie niebieski kamień szlachetny.

Kto i kiedy znalazł diament Hope

Kamień odkryli przypadkowo indyjscy górnicy w XVII wieku w kopalni Kollur, w regionie Golkonda — trafił wtedy do oka posągu czczonej bogini Sita. Choć otaczano go religijną czcią i lękiem, w końcu zwyciężyła ludzka chciwość: diament wyłupano z boskiego oka i skradziono. Tożsamość sprawcy nigdy nie została ustalona, ale dalsze losy kamienia sugerują, że bogini Sita surowo ukarała tę zuchwałość, rzucając na niego klątwę — wielu kolejnych właścicieli, którzy dali się skusić jego pięknem, przypłaciło to podobno życiem.

Diament Hope pod francuską banderą

Niedługo po zniknięciu z hinduskiej świątyni kamień trafił w ręce handlarza niewolnikami, Jeana Baptiste'a Taverniera — prawdopodobnie jako zapłata za wolność jednego z niewolników, choć dokładne okoliczności tej transakcji pozostają niejasne. Pewne jest natomiast, że musiał zostać spieniężony przez samego złodzieja, a nie przez pośrednika czy znalazcę. Tavernier wiedział, że aby sprzedać taki klejnot, potrzebuje bardzo zamożnego nabywcy — i znalazł go w osobie króla Ludwika XV, który po odkupieniu diamentu podarował go swojej kochance, markizie de Montespan. Król zlecił jego szlifowanie, przez co waga kamienia zmalała ze 112 do 67,5 karata.

Klątwa bogini Sity

Klątwa nie oszczędziła ani nabywcy, ani obdarowanej. Markiza, oskarżona o czary i morderstwa, odrzucona przez króla, zmarła w zapomnieniu, a sam Ludwik XV w kolejnych prowadzonych przez siebie wojnach stracił syna i dwóch wnuków, tracąc też reputację dobrego władcy. Po jego śmierci diament znika z kart historii, by pojawić się ponownie za panowania Ludwika XVI, który podarował go swojej żonie, Marii Antoninie — dobrze znane, tragiczne losy tej pary sugerują, że i tym razem klątwa zebrała swoje żniwo. Po tych wydarzeniach kamień w niewyjaśnionych okolicznościach znika na kolejne 20 lat.

"Cudowne" odnalezienie

Ślad po zjawiskowym, choć przeklętym kamieniu odnajduje się dopiero w 1812 roku, w kolekcji londyńskiego kupca Daniela Eliasona — kamień jest już wtedy uszczuplony do 44,5 karata i ma nieco zmienioną formę. Jego autentyczność jako słynnego indyjskiego skarbu bogini potwierdziło dopiero w 2005 roku Muzeum Smithsonian, choć zanim trafił do muzealnych zbiorów, przydarzyło mu się jeszcze kilka wypadków przypisywanych mistycznej klątwie.

Rodzina Hope i jej pech

Henry Philip Hope, od którego kamień wziął nazwę, nabył go w 1824 roku, a po jego śmierci trafił do rąk wnuka. Niedługo potem ten rozstał się z żoną i zbankrutował, co zmusiło go do sprzedaży drogocennej pamiątki. Kolejne perypetie kamienia to długa lista nieszczęść przypisywanych jego działaniu: finansowe kłopoty Simona Frankla, samobójstwo Jacques'a Colota, śmierć rosyjskiego księcia, obalenie sułtańskiego władcy, bankructwo Salomona Habiba oraz tragiczna śmierć dzieci Evalyn Walsh McLean.

Klątwa złamana

Ostatnim właścicielem diamentu został jubiler Harry Winston, który oficjalnie oświadczył, że nie wierzy w żadną klątwę. Chcąc podzielić się jego pięknem z całym światem, pokazywał go na wystawach, po czym podarował Muzeum Historii Naturalnej Smithsonian Institution w Waszyngtonie. Czy to brak wiary słynnego jubilera, czy zrzeczenie się statusu bogacza sprawiły, że odtąd kamień spokojnie spoczywa w muzealnych zbiorach — faktem jest, że od tamtej pory niebieski diament Hope nikogo już nie ukarał.

Wyjątkowy klejnot na skalę światową

Oszlifowany na kształt poduszki Hope jest największym niebieskim diamentem na świecie — do tej pory nie znaleziono kamienia, który przewyższyłby go wagą. Jego wyjątkową cechą jest opóźniona fluorescencja — po wystawieniu na działanie światła ultrafioletowego kamień zaczyna świecić na czerwono, a jego barwę laboranci określają poetycko jako "fantazyjną, ciemną szaroniebieską".

Czy legendarny diament Hope, jeden z największych i najwspanialszych diamentów w historii, rzeczywiście był przeklęty, czy to jedynie zbieg okoliczności — prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy. Jeśli jednak chcesz zobaczyć go na własne oczy, odwiedź Muzeum Historii Naturalnej w Waszyngtonie, gdzie obecnie przebywa, oprawiony w wisior.

Ciekawostka: kamień pojawia się nawet w filmie "Titanic" z 1997 roku, gdzie grupa poszukiwaczy próbuje odnaleźć fikcyjne "Serce Oceanu".