O pierścionku zaręczynowym słyszał już praktycznie każdy. A co z pierścionkiem przedzaręczynowym? Ten termin wciąż jest w Polsce nowością i wywołuje różne reakcje — od uśmiechu, bo przecież po co kupować dwa pierścionki, skoro wystarczy jeden, po zwykłą dezorientację co do jego faktycznej funkcji. W rzeczywistości to bardzo praktyczny model biżuterii, który potrafi pełnić kilka ról naraz i sprawić, że wymarzony pierścionek zaręczynowy okaże się później po prostu idealny.

Kiedy warto go wręczyć
Zaręczyny to swego rodzaju obietnica, że para chce być ze sobą już na zawsze i wkrótce złoży sobie przysięgę — ale w praktyce podobną obietnicę składamy sobie już od samego początku związku, deklarując chęć bycia razem bezterminowo. Pierścionek przedzaręczynowy można więc traktować właśnie jako taki wcześniejszy sygnał tej obietnicy, choć wcale nie musi mieć formy klasycznie kojarzonej z zaręczynami — równie dobrze może to być model, który po prostu spodoba się wybrance, na przykład pierścionek z żółtego złota z tanzanitem w kwiatowym motywie. Taka biżuteria wcale nie musi wyglądać na "zaręczynową", a mimo to cieszy się dużą popularnością wśród kobiet — można ją śmiało kupić w prezencie na rocznicę, urodziny czy pod choinkę i potraktować jako wstępną deklarację uczuć.
Komu i po co się przyda
Wręczenie takiego pierścionka — a nawet samo pozwolenie ukochanej na wybór konkretnego modelu — ma jeszcze jedną, bardzo praktyczną zaletę: pozwala z wyprzedzeniem poznać dokładny rozmiar jej palca. Odpada więc konieczność kombinowania z mierzeniem nitką podczas snu, "pożyczania" innej biżuterii czy porównywania obwodu palca do własnego, by zgadywać rozmiar. Mając już tę wiedzę, zakup właściwego pierścionka zaręczynowego przestaje być problemem i loterią.