Afryka to kontynent, z którym wiąże się najstarsza znana historia obróbki złota — pierwsze wyroby datuje się na IV tysiąclecie p.n.e. Egipcjanie nazywali te tereny Nubią, dosłownie krainą złota, bo słowo nub oznacza w ich języku właśnie ten kruszec, wydobywany z piasków i żwirów w rejonie górnego Nilu. Około 3000 roku p.n.e. złotnictwo osiągnęło już wysoki poziom zarówno w Egipcie, jak i w sąsiedniej Mezopotamii — z tą różnicą, że Egipt dysponował własnymi, bogatymi złożami, a Mezopotamia musiała złoto importować.
Przez stulecia przypuszczano, że legendarna kraina Ofir — źródło złota dla Fenicjan i biblijnego króla Salomona w X wieku p.n.e. — leżała gdzieś w Indiach. Znalezisko z 1866 roku, gdy odkryto starożytne kopalnie w południowym Zimbabwe, każe jednak przesunąć jej domniemaną lokalizację w stronę środkowej Afryki.
Mansa Musa (1312-1337), władca Imperium Mali w Afryce
Człowiek bogatszy niż ktokolwiek inny w dziejach
Symbolem afrykańskiego bogactwa złota pozostaje do dziś Mansa Musa, władca Imperium Mali, którego potęga finansowa opierała się na wydobyciu złota i soli. Wielu historyków uznaje go za najbogatszego człowieka, jaki kiedykolwiek żył — jego fortunę przelicza się dziś na ponad 400 miliardów dolarów, choć niewykluczone, że dorównywał mu, a może i przewyższał go, sam król Salomon.
Gdy Imperium Mali upadło, pałeczkę w wydobyciu i handlu złotem — od XV aż do XIX wieku — przejęły ludy Akan, zamieszkujące zachodnią Afrykę, w tym tereny obecnej Ghany i Wybrzeża Kości Słoniowej. Wśród nich, jak choćby u Aszanti, kwitło również złotnictwo, prezentujące wysoki poziom zarówno techniczny, jak i artystyczny. Charakterystyczną dla całego regionu metodą, stosowaną zresztą do dziś, był odlew na tracony wosk — technika o wiele bardziej wymagająca, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.